Z domowych garów do browaru. Rozmowa z Bartkiem Packo, piwowarem Monkey Browar

Z okazji premiery dwóch nowych piw “Born to be Hoppy”, spotkałem się z Bartoszem Packo w Monkey – Craft Beer Pub na warszawskim Ursynowie. Bartek to doświadczony piwowar domowy, medalista konkursów piw domowych, znany z browaru domowego “Liwko, Liwko skocz po piwko”. Jakiś czas temu, podczas jednej z naszych rozmów wyznał mi, że chciałby spróbować swoich sił w piwowarstwie zawodowym i aktualnie osiągnął to. Jest głównym piwowarem w Monkey Browar i autorem powyżej wspomnianych piw.

Zacznijmy od początku, kiedy i jak to się stało, że zacząłeś warzyć w domu? Skąd taki pomysł?

Warzę od  2016 roku. Mniej więcej rok wcześniej zacząłem bardziej  świadomie wybierać piwa w sklepie. Wszystko zaczęło się od Pilsnera Urquella. Trafiła mi się butelka z piwem, która oprócz ewidentnego “skunksa” zawierała sporo maślanych aromatów. Zaintrygowało mnie to na tyle, że zacząłem szukać informacji, na temat wad piwa. Z coraz większym zaangażowaniem przeglądałem internety. Coraz częściej odwiedzałem specjalistyczne sklepy z piwem. W końcu trafiłem na informację, że w domu można warzyć. Kilka miesięcy wcześniej zlikwidowałem domowe akwarium morskie. Lukę trzeba było wypełnić i  tak się zaczęło.  

Jaki jest twój największy sukces związany z piwowarstwem domowym?

BP:Jakichś spektakularnych sukcesów nie miałem. Kilka podiów, kilkanaście finałów. Na pewno zapamiętam pierwsze podium, drugie miejsce  w Warszawskim Konkursie Piw Domowych. To był przełom. Zwycięstwo w Podlaskim Konkursie Piw Domowych dało mi więcej wiary we własne umiejętności. Wyróżnić trzeba tegoroczną Kuźnię Piwowarów. Uwarzenie piwa według domowej receptury w profesjonalnym browarze to była wielka przygoda i spełnienie marzeń. Ale od samego zwycięstwa ważniejsza była droga do jego osiągnięcia. Zawziąłem się na piwa obficie chmielone. Jednak w domu miałem spore trudności ze zrobieniem poprawnej IPA. Poprawnej na tyle, by wysłać ją na konkurs. Często coś szło nie tak. Przeważnie przeszkodą było utlenienie. Przerobiłem ogromne ilości chmielu i w końcu wszystko zagrało. Piwo, które zwyciężyło w Kuźni było jednym z lepszych jakie uwarzyłem.

Jak to się stało, że zmieniłeś domowe garnki na duży sprzęt i zacząłeś warzyć na skalę komercyjną?

Od początku przygody z piwowarstwem domowym myślałem o pracy w browarze. Wyznaczyłam sobie kolejne cele, krok po kroku zbliżając się do ostatecznej decyzji. 

W końcu uznałem, że jestem gotowy podjąć to ryzyko i oto jestem. 

Pytanie w imieniu piwowarów domowych, którzy myślą o podobnym przejściu na zawodowstwo, co według Ciebie jest najważniejsze przy takim przejściu i na co zwracać od samego początku uwagę warząc w domu?

Ja jestem na początku zawodowej drogi. Niespecjalnie czuję się kompetentny do udzielania rad innym. Może gdy spotkamy się za rok, dwa, a Monkey Browar będzie nadal warzył, wtedy bogatszy o zdobyte doświadczenie, chętnie się powymądrzam. I w tym momencie następuję to sławne ale. Ale warto zwrócić uwagę, że samo warzenie piwa to tylko część całego przedsięwzięcia jakim jest browar kontraktowy. Oczywiście najważniejsza ale nie jedyna. Dochodzi sporo spraw formalnych, pracy fizycznej. Najważniejsze jest mieć plan i się go trzymać. Wierzyć w swoje umiejętności i absolutnie nie wątpić. Nie poddawać się nawet przy największych fuckupach. Piwowarzy domowi akurat potrafią znosić porażki. W małych garach nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Często jest tak, że poświęcasz sporo czasu, również pieniędzy, a piwo wychodzi nie tak jak zaplanowałeś, wręcz źle. Takie porażki bolą i czasami są trudne do zaakceptowania. Ale to właśnie one uczą najwięcej. Ważne by zdiagnozować problem i go wyeliminować w następnym podejściu. Oczywiście zawsze można dodać Marakui lub Brettów, ale chyba nie oto chodzi. 

W zasadzie mogę dać jedną radę. Zostańcie sędziami PSPD. Raz, że zweryfikujecie swoją wiedzę o piwie.Test wstępny jest bardzo ciekawy. Jego rozwiązanie daje sporo satysfakcji. Dwa, lepiej zrozumiecie jak ocenia się piwa i jak są one oceniane podczas konkursów. Mi ta wiedza bardzo pomogła stać się lepszym piwowarem.

Spotykamy się na premierze dwóch obficie nachmielonych IPA, opowiedz proszę coś więcej o nich, czy efekt finalny spełnia twoje założenia, które miałeś przy ich projektowaniu? Ponadto skąd taki pomysł i czym się różnią, bo na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że są to tylko inne chmiele? 

Mimo, że jako piwowar domowy najwięcej nagród zdobywałem w belgijskich klasykach to najlepiej czuję warząc IPA i piwa kwaśne. Są to też grupy piwnych stylów, które najbardziej mi smakują. IPA są, były i z pewnością będą piwami, które znajdują się na rynkowym topie. Wystarczy spojrzeć na raporty Piwnej Zwrotnicy by przekonać się co się teraz najlepiej sprzedaje. Królami są wersje intensywnie chmielone, imperialne. Jak spadać to z wysokiego konia. Wybór był więc prosty. W browarze dostaliśmy do dyspozycji duży tank. Od razu był więc plan na podzielenie jednej warki na dwie części. Pierwsza bezpieczniejsza z mocnymi, zweryfikowanymi chmielami. Druga nieco bardziej nieoczywista z nieco mniej popularnymi i pewnymi odmianami. Jedyne czego się bałem to trawiastosci i ewentualnego utlenienia podczas rozlewu. Jak się okazało zupełnie bezpodstawnie. Piwa jak najbardziej spełniają moje oczekiwania. 

Wiem też, że to nie są pierwsze piwa w ramach kontraktowej działalności Monkey Browar, ale te dwie DDH DIPA odbiły się tak szerokim echem. Jak wspominasz poprzednie?

Poprzednie też wspominam bardzo dobrze. Nie wszystko przy warzeniu szło idealnie, ale z efektów byłem zadowolony. Może podszedłem do produkcji trochę zbyt zachowawczy jeśli chodzi o chmielenie. Tak jak pisałem wcześniej o wyciąganiu wniosków i doświadczeniu. Gdyby nie te pierwsze piwa nie byłoby kolejnych, przy których poprawiliśmy receptury i procedury. Najważniejsze, że jest progres.

Najnowsze piwa zostały uwarzone kontraktowo w Browarze Maryensztadt, są modnie zapakowane w puszki, stąd ciekawi mnie jaki jest zamysł na Browar Monkey, czy będziecie dostępni wyłącznie lokalnie na Ursynowie czy entuzjaści dobrego piwa będą mogli znaleźć te piwa jeszcze gdzie indziej?

Bardzo bym chciał by były możliwe szeroko dostępne, w sklepach i lokalach z dobrym piwem w całej Polsce. Robię co mogę, by tak się stało. Przyznam jednak, że dystrybucja póki co wymaga jeszcze sporo pracy i optymalizacji. Jest to dla mnie spore wyzwanie.
Ale wiesz –  jak się robi to co lubi, to nawet największe trudności pokonuje się łatwiej.
Tym bardziej, że kraft to ludzie i jak do tej pory spotykam się ze sporą życzliwością i wyrozumiałością za co z tego miejsca bardzo, bardzo dziękuję.

Bartek, dzięki wielkie za rozmowę i powodzenia! 

_______________________________________

Na zakończenie od siebie chciałbym jeszcze dodać, że obie wersje Born To Be Hoppy, to naprawdę warte uwagi pozycje, niesamowicie owocowe, soczyste, tropikalne i gładkie, tak jak zresztą wcześniej pisałem w mediach społecznościowych. I trzymam kciuki by wszystkie piwa były tak udane.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s