(Nie)łatwy żywot browarów kontraktowych. Historie zamkniętych kontraktowców.

To nie będzie kolejny lekki, łatwy i przyjemny tekst z recenzją piwa, jakich wiele w piwnej blogosferze. Tym razem kilka historii o zamkniętych browarach kontraktowych. Od początku piwnej rewolucji w Polsce do wiosny 2018 roku działalność zakończyło około 20 inicjatyw kontraktowych.

Postanowiłem dowiedzieć się u źródła, od osób, które stały za inicjatywami kontraktowymi, dlaczego stało się tak, że zniknęli na pewien czas lub już ich nie ma na rynku.

Na prośbę moich rozmówców, wszystkie wypowiedzi są anonimowe.
Nie podaję również lat rozpoczęcia i zakończenia przez nich działalności oraz skali i ilości warek, bo takie informacje mogłyby ułatwić próbę identyfikacji. Mogę jednak powiedzieć, że są tu historie zarówno podmiotów, które działały krócej niż rok i miały na koncie mniej niż 10 warek oraz takich działających ponad dwa lata i mających ponad 50 warek.

1.

Między ówczesnymi członkami zarządu spółki wystąpiły różnice w wizji funkcjonowania browaru.

Browar powrócił do warzenia po zmianach w zarządzie, przetasowaniach kadrowych oraz doprecyzowaniu strategii dalszego rozwoju.

2.

Największy problem był z wejściem na nasycony rynek: zaplanowanie dystrybucji, która była niedoszacowana do ilości i trafienie z marketingiem.

Nie wszyscy u nas byli zaznajomieni ze specyfika tego biznesu.

Sprzedaż była bardzo różna: w niektórych lokalach beczka schodziła w 4h, a w innych w tydzień. Jako nowemu browarowi ciężko nam było wypracować stałość zamówień.

Przez obawę przed uzależnieniem kanałów dystrybucji dużo towaru z racji na terminy musieliśmy zutylizować.

Browar kontraktowy to w krótkim okresie bardzo niska stopa zwrotu, ratuje to większa skala biznesu, ale do tego trzeba inwestycji, których nie było.

Wejść do hurtowni nowemu mikrobrowarowi jest bardzo trudno, ludzie są niechętni nawet jak się osobiście jedzie z piwem, rozmawia i próbuje, bo hurtownie również mają dużo tego towaru na stanie.

3.

Większość sprzedaży to była nasza samodzielna robota, swoim samochodem.

Ze względu na duże koszty produkcji cena na półce była bardzo wysoka, to zniechęciło klientów.

Ponadto niestety natrafiliśmy na nieuczciwych kontrahentów, jak się okazuje jeśli chcesz wejść na rynek bez super znajomości, to każdy chce Cię wykorzystać. Do tej pory zmagamy się żeby ściągnąć długi z jednej hurtowni, faktury przeterminowane na pół roku, a kilka tysięcy w nich utopione.

Zaczynaliśmy z niskim wkładem, praktycznie żeby uwarzyć kolejne piwo musieliśmy sprzedać dużą część poprzedniego.

Wszystko, co robiliśmy, staraliśmy się robić samodzielnie, receptury, grafiki, logo, sieć sprzedaży, reklama, media społecznościowe, oczywiście jak to w życiu bywa trzeba było zlecić to komuś kto ma w tym doświadczenie, myśleliśmy że zaoszczędzimy na specjalistach, ale okazało się że są niezbędni.

Poza tym wszyscy mamy swoje drugie życie, zawód który pochłania czas.

Ogólnie sporo błędów zostało popełnione, sporo przeciwności losu, ale doświadczenie zdobyte przy tym jest bezcenne.

4.

Wiedzieliśmy, że nastąpi nasycenie rynku, co po trosze nastąpiło. W czasie działania browaru każdy z nas miał dodatkowe prace i tylko u jednego z nas praca ta pokrywała się działalnością browaru.

W związku z tym nie zdobyliśmy pozycji rynkowej, która potrzebna była do utrzymania sensownej produkcji przy nasyceniu rynku. Być może zabrakło 3 osoby która, pracowałaby wyłącznie nad sprzedażą.

Warzymy piwo od lat i rzeczy typu “sztuka dla sztuki”, czy “przerost formy nad treścią” nas nie do końca interesują (np. piwo z moczu, piwo w butelce z wypchanym zwierzakiem itp. inicjatywy).

Wydaje się, że w pewnym momencie bez dobrych kontaktów sprzedażowych to właśnie takie szalone pomysły marketingowe mogły jeszcze nas pociągnąć, ale nie chcieliśmy tego robić. Lubimy dobre piwo po prostu. Nawet odkupiliśmy ze sklepu trochę naszych własnych piwek z ostatniej warki.

Drugi powód to, że jesteśmy profesjonalistami i jeden z nas aktywnie pomaga przy stawianiu browarów. Trzeci powód to, że drugi z nas jest profesjonalistą w innej dziedzinie i zakłada właśnie startup. Póki co marka istnieje i być może powróci w stosownym momencie.

 

Często to co widać z boku nie jest pełnym obrazem sytuacji. Odbiór piwa przez konsumentów to jedno, ale różnorodność czynników, które mogą wpłynąć na działalność jest naprawdę duża i w mniejszym czy większym zakresie pojawiają się łącznie, a wynikłe z nich problemy nawarstwiając się mogą skutkować zakończeniem działalności.

Mam nadzieję, że ten tekst będzie pomocny m.in. dla osób, które zastanawiają się nad własnym kontraktem, ale nie tylko, a samym browarom życzę jak najwięcej dobrych piw, opłaconych na czas faktur i jak najmniej podobnych historii.

Jeśli chcesz podzielić się doświadczeniami i opowiedzieć swoją historię, zapraszam do kontaktu.

Reklamy

Jedna myśl na temat “(Nie)łatwy żywot browarów kontraktowych. Historie zamkniętych kontraktowców.

  1. Niestety, ale dobry pomysł na markę/produkt, to dopiero początek drogi. Bez dogłębnej znajomości rynku, wyboru właściwego schematu dystrybucji, a – przede wszystkim – wystarczającej ilości środków finansowych, nie ma co ruszać „do boju”. Technologia wyznacza skalę, a ta rentowność i zapotrzebowanie na kapitał obrotowy. O tym zapomina wielu amatorów napicia się własnego piwa…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s